wtorek, 10 stycznia 2017

Rozdział 6

      Wiecie jak to jest, jak ktoś na kim ci zależy odchodzi? Niby nie zostajesz sama, bo masz jeszcze innych, ale jednak czujesz pustkę. Myślisz o tej osobie non stop. Nie możesz normalnie funkcjonować, bo wiesz, że może nigdy nie wrócić.
       Właśnie tak się czuję po tym, jak Gregor mnie "zostawil". Fakt, nie byliśmy i nie jesteśmy parą. Ale strasznie mi na nim zależy. Moja choroba wszystko niszczy. Musiałam zostawić to co kocham, a ci na których mi zależy - zostawiają mnie jeszcze w gorszy sposób.
         Oslo - moje ukochane miasto w Europie. Wolę je chyba bardziej od Wisły. Stawiam pierwsze kroki przed hotelem i wdycham świeże powietrze. Wzdycham i biorę moje walizki. Podchodzę do recepcji i czekam aż Kruczek raczy odebrać nasze klucze. Niestety cały czas gapi się w ekran swojego smartfona. Zapowiada się ciężki dzień.
           Opadami bezwładnie na wielkie, drewniane łóżko. Biała pościel delikatnie otula moją twarz, ponieważ leżę na brzuchu. Jest tak przyjemnie... Jednak szybko się otrząsam i sięgam po pilota, aby nie zasnąć. Przeskakuję z kanału na kanał. Nic ciekawego nie ma. I jak ja mam nie spać?
 - Elo mordko - do mojego pokoju wbija banda polskich skoczków. Kolejne ciężkie chwile.
 - Czego chcecie? - spytałam. Oni nigdy nie przychodzą tak bez powodu. Musiałby zdarzyć się jakiś cud, żeby nawet mój własny brat przyszedł tu od tak.
 - Masz karty? - Kubacki zaciera ręce i siada obok mnie. Wyjmuje karty z torebki i podaję skoczkom.
 - To co: Makao, Tysiąc, a może poker - mówi blondyn tasując karty. Wybraliśmy, że zagramy w każdą grę pokolei. Tak, aby nie było kłótni.
        I się zaczęło. Karty leciały, dobieraliśmy, liczyliśmy. Jak nie my. Bez zakładów też się nie obeszło. Na przykład, ja założyłam si z Piotrkiem, że ten kto przegra z naszej dwójki, ten przez najbliższy miesiąc kupuje drugiemu żarcie i zmywa naczynia za Justynę. Biedny Wiewiór przegrał, a ja uniosła ręce w geście triumfu. Znudzony grą Kamil włączył telewizję. Śmigał po kanałach, ale jeden przykuł moją uwagę. Mówili tam o nowej technologii leczenia raka. Pomyślałam, że to może być szansa dla mnie. Myślisz? Ostatnio jakoś nie chciałaś się leczyć. Ale po wydarzeniu z Gregorem zmieniłam zdanie. Nie chcę go stracić. Ale nie powinnaś wybierać czy liczysz się dla niego czy nie. Nie bój się go stracić. Ty masz żyć dla siebie, a nie dla niego. 
Może masz rację, ale ja się chyba zakochałam.
W tam krótkim czasie? Ja stawiam, że to zauroczenie. Dobrze, to powiem inaczej. Ja się zauroczyłam.
 - Weź w tym udział - wypalił Kubacki, który cały czas przeczesywał mi włosy. Wiedział, że tak lubiłam. A jeszcze do tego leżałem na jego kolanach. Ktoś z zewnątrz pomyślał by, że jesteśmy parą. Ale tak nie jest. Ona ma dziewczynę.
 - Ale to jest w Stanach. I wiesz ile by kosztowało takie leczenie. A ile bym musiała czekać aż się dostanę - powiedziałam do niego - szkoda mi życia. Wolę zostać tu i czekać na przeszczep niż żyć z myślą, że może jutro się dostanę. I czekać tak nawet 5 lat. A ja mogę tyle nie przeżyć.
 - Na przeszczep też możesz tak długo czekać - stwierdził Kamil, a ja zamilkłam. Ma rację. Całkiem o tym zapomniałam.
 - Zmienię temat - rzekł mój brat. Podniosłam się z kolan Dawida i spojrzałam na niego - pamiętasz jak zawsze chciałaś zjeść lody zimą, ale ani rodzice ani trenerka ci nie pozwalali?
 - No i co z tego? Przecież już jadłam tak w Japonii - powiedziałam, nie rozumiejąc tego co on ma na myśli.
 - Oj, ale nie takie ze Skandynawii. Za 10 min na dole - i wszyscy wybiegli z mojego pokoju. Zaśmiałam się. Ubrałam się w granatową koszulę i jasne jeansy. Do tego moje ukochane superstary. Uczesałam się w warkocze i pomalowałam się delikatnie.
           Kiedy zeszłym już na dół, oni już siedzieli i wyglądali jakby czekali wieczność. Zapiełam do kończą moją szarą kurtkę i zawiązałam szalik. Piotrek podszedł do mnie ze srogą miną i podał mi moją czapkę oraz rękawiczki. Kochany. Kiedy już do końca się Ubrałam, ruszyliśmy na miasto. Nie obyło się bez śmiechu. Na przykład mój brat myślał, że uda mu się naśladować mnie na zamarzniętej kałuży. Efekt był taki, że przy, jak to on nazwał, obrocie w powietrzu upadł mocno na ziemię. Myślałam, że nie wytrzymam ze śmiechu. Właśnie tym poprawił mi humor. Później były głupie zdjęcia z lodami, nawet poszli ze mną na zakupy. Obkupiłam się tak, że przy okazji oni w drodze powrotnej zrobili sobie trening niosąc moje zakupy. No cóż ja poradzę. Nawet kupiłam specjalny ochraniacz na nos dla mojego brata. Był zadowolony, bo przynajmniej będzie bezpieczny przy mnie.
            Po zjedzenia kolacji udałem się do pokoju. Wzięłam odpowiednie leki i przebrałam się w piżamę. Do mojego pokoju wszedł w tym czasie Piotrek i położył się na moim łóżku. Bez słowa uczyniłam to samo. Przytulił mnie mocno do siebie, a ja nie wiedziałam co robić. Nikt mi nie ukazywał takiej bliskość od bardzo bardzo dawna.
          Podnoszę się na łokciach i odwracalny wzrok w stronę brata. Teraz dopiero zauważam jak się zmienił. Mimo tych 29 lat wygląda na młodszego niż ma na karku. Pojawia się zarost, którego nie widziałam nigdy wcześniej u niego. Nie licząc oczywiście wąsika. Można powiedzieć, że spoważniał. Tak. On był kiedyś bardziej szalony niż teraz. Zmieniła się jego budowa ciała. Mimo, że nadal jest bardzo chudy, to teraz widać mięśnie, które idealnie eksponuje jego koszulka. Może nie są to jakieś olbrzymie mięśnie jak u Ronaldo, ale z nimi wygląda męsko. Nawet bym nie pomyślała, że on będzie tak wyglądał. Uśmjechnęłam się i usiadłam po turecku.
 - Zobacz - powiedział i pokazał mi zdjęcie, które wysłał mu, o ile się nie mylę, Biegun - jak ja chce jechać znowu do Japonii - pisnął jak mała dziewczynka. Ja nie wierzę, jednak cofam to, że spoważniał. On jara się zdjęciem kibla. Boże, widzisz a nie grzmisz.
 - Czasami zastanawiam się czy my naprawdę jesteśmy rodzeństwem - powiedziałam, a on walnął mnie z poduszki.
 - Powiesz mi co się stało, że Gregor wyjechał? - spytał po chwili ciszy. Tego się obawiałem. Wiedziałam, że on nie odpuści tego, ale z całego serca nie chciałam poruszać tematu Austriaka. Musiałam powiedzieć mojemu bratu. I tak by się dowiedział. Odpowiedziałam mu o wszystkim. O moich uczuciach do niego, o jego do moich, no i oczywiście o imprezie. Żyła nie przerwał mi ani razu. Cieszyłem się, bo on uwielbiał to robić.
 - Nie dziwię mu się - powiedział czym naprawdę mnie zaskoczył - był w szoku. Ja też bym był, gdyby Justyna mi powiedziała takie coś takiego. Dla chłopakowi czas. Teraz jest na nartach. Ma możliwość przemyślenia. Czy chce być z tobą mimo choroby i walczyć razem z tobą, czy jednak woli żyć normalnie. Bo powiem Ci... życie z tobą nawet mimo choroby... nie jest łatwe... ty jest głupia! - oberwał po tych słowach w głowę. Nie mogłam się długo na niego złościć, więc przytuliłam go z całej siły.
 - Dziękuj - wyszeptałam i odsunęłam się od niego - ale wiedz, że moja głupota jest pozytywna, nie to co twoja.
 - Oj przestań. Dobra chodź idziemy do chłopaków. Maciek chce grać w Monopoly. Hehe, ale będzie zabawa.
           Odmówiłam mojemu bratu. Stwierdziłam, że się prześpię. Jednak, gdy zakończyłam toaletę wieczorną i położyłam się do łóżka, nie mogłam zasnąć. Kręciłam się z boku na bok. Ale nic. Nawet nie wiem dlaczego wysłałam w pewnym momencie SMS-a do Gregora.

Tęsknię za tobą. 

            Po wysłaniu tej wiadomości spaliłam się ze wstydu. Dlaczego ja to zrobiłam? Zaczęłam płakać. Wiedziałam, że mi nie odpisze. Ale głupia na to liczyłam. Ta choroba mnie wykańcza. Ona wszystko rujnuje. Zapłakana, około godziny 4 zasnęłam.
______________________________________________

Wróciłam :)
Bardzo, ale to bardzo Was przepraszam, że rozdział dodaję dopiero teraz. Jestem okropna.
A do tego dodaje okropny rozdział. Może następnym razem będzie lepszy. Zauważyłam, że przynajmniej ten rozdział jest lepszy od poprzedniego :)
Kolejny rozdział pojawi się na początku marca. Muszę zacząć go pisać.
Przepraszam Was jeszcze raz i zapraszam na resztę moich blogów.
P.S. Nie będę już dodawała tekstów piosenek przed rozdziałem :)
ŚCISKAM :*
PRINCESS

niedziela, 28 lutego 2016

Rozdział 5

 ,, Once I was seven years old,
My momma told me,
Go make yourself some friends,
Or you'll be lonely,
Once I was seven years old.
It was a big big world,
But we thought we were bigger,
Pushing each other to the limits,
We won't learn them quicker,
By eleven smoking herb,
And drinking burning liquor,
Never rich so we were out,
To make that steady figure.


Kiedy miałem siedem lat,
Moja mama powiedziała,
Znajdź sobie przyjaciół,
Albo będziesz samotny,
Kiedy miałem siedem lat.
To był wielki, wielki świat,
Ale myśleliśmy, że jesteśmy więksi,
Popychając się nawzajem do granic ,
Nie poznamy ich szybciej,
Paląc zielsko do jedenastej,
I pijąc ostry alkohol,
Nie byliśmy bogaci, więc poza domem,
Zapewnialiśmy sobie stabilny poziom"
                                                                      Lukas Graham "Seven years"


                                                               *Emma* 

 - A może wybierzemy się do klubu?- spytał Gregor odbijając małą piłeczką o ścianę. W końcu tak mnie wkurzył, że złapałam ta piłeczkę i wrzuciłam pod moje łóżko- ej!
 - Nie wiem. Gregor, nie mam zbytnio ochoty- Ta, akurat. No co? Chyba mu nie powiem, że nie mogę iść, bo jestem ciężko chora. I będziesz go tak cały czas okłamywać? Nie. Kiedyś mu powiem. Kiedyś...
 - No proszę...- zrobił do mnie maślane oczka. Gregor, grabisz sobie...
 - No dobra, ale ja nic nie piję- wstałam z łóżka i skierowałam się w stronę szafy. W co ja mam się ubrać? Stoję tak przed nią 20 min aż w końcu wybieram to:

                                 

Do tego zakładam czarne szpilki. Włosy spinam w kłosa i robię mocny makijaż. Psikam się jeszcze moim ulubionym perfumem. Miałaś nie zważać na swój wygląd. Jeju. Ty zawsze musisz coś dorzucić. Chyba muszę jakoś wyglądać w tym klubie, nie? Schodzę na dół i widzę jak wszyscy patrzą na mnie.
 - Wow!- mówią na raz Gregor, Justyna i Kubuś.
 - Nie będzie ci za zimno?- pyta Piotrek, a ja wywracam oczami. On zawsze musi mnie niańczyć? Ale gdyby tego nie robił to... Radzę ci nie dokańczać
 - Tato- Karolina podchodzi do Piotrka i ciągnie za nogawkę od dresów- wies, ja tiez chce wygiądać kiedyś tak jak ciocia Emma.
 - Kochanie- ukucnął i westchnął- ty nie chcesz być jak ciocia. Ciocia chrapie przez sen.
 - Ej, ja nie chrapię!- oburzyłam się. Ale po chwili zwątpiłam- nie chrapię prawda?
 - Niestety, jak miałaś 13 lat, to też chrapałaś. To jest po prostu rodzinne. Ty chrapiesz, twój tata chrapie, Piotrek też...
 - Ej!- oburzył się brunet.
 - Dobra, idziemy?- spytał po angielsku Gregor, a ja skinęłam głową.
             Szliśmy może jakieś 20 min, aż doszliśmy na miejsce. Tak jak szliśmy, tak i teraz siedzimy w milczeniu. Inaczej wyobrażałam sobie ten wieczór.  Nagle podchodzi do nas kelnerka i pyta co chcemy zamówić.
 - Poproszę... tequile, a dla tej ślicznej pani sok pomarańczowy- powiedział szatyn, a ja wywróciłam oczami. Kiedy kelnerka odeszła zabrałam głos.
 - To... co teraz robimy?
 - Poczekamy na nasze napoje i... pójdziemy tańczyć - i tak też zrobiliśmy.  Po wypiciu napojów ruszyliśmy na parkiet. Wirowaliśmy nie zwracając uwagi na innych. Nagle muzyka zwalnia. Zarzucam moje ręce na szyję szatyna, a on swoje na moje biodra. Tańczymy w rytm muzyki. Czuję zapach jego perfum. Nagle jego twarz jest coraz bliżej mojej i... całuje mnie. Na samym początku mi to nie przeszkadza, ale potem sobie coś uświadamiam. Nie mogę mu tego zrobić. Nie mogę się zakochać. A może już za późno?  Może masz rację. Ale ja nie chcę, żeby cierpiał. Szybko się od niego odrywa,  biorę kurtkę i wychodzę na dwór. Austriak robi to samo.
 - Ej... przepraszam za to... ale wiesz... ty mi się podobasz- powiedział, a ja wytrzeszczyłam oczy. O nie! Tylko nie to!
 - Gregor... posłuchaj... to co się stało w klubie nie powinno mieć miejsca... ja nie mogę się zakochać... nie chcę, żebyś cierpiał- powiedział z łzami w oczach.
 - Co? Jak cierpiał?- spytał zdezorientowany- Masz kogoś? Albo czekaj... jesteś w ciąż? To by się zgadzało, bo nie pijesz i...
 - Schlirenzauer- przerwałam mu- odpowiedź na twoje pytania brzmi: nie. Ale to nic nie zmienia. Nasz związek, a przede wszystkim uczucie nie miałoby sensu.
 - Powiedz mi dlaczego? Dlaczego nie mogę się w tobie zakochać, a ty we mnie?
 - Bo mam raka- wydusiłam z siebie ze łzami w oczach- raka szpiku kostnego. Rozumiesz?
                 On tylko mnie przytulił i w ciszy odszedł. Zaczęłam płakać. Szybko się pozbierałam i ruszyłam za nim. Razem weszliśmy do domu. Skoczek szybko poszedł do swojego pokoju i zaczął się pakować. Starał się robić to cicho, bo wszyscy spali. Patrzyłam na niego zdziwiona. W końcu odważyłam się zapytać.
 - Co ty w ogóle robisz?
 - Muszę to wszystko przemyśleć- odpowiada nie patrząc na mnie
 - Ale co przemyśleć?
 - Wszystko- odwraca się do mnie- najpierw skoki mi nie wychodziły, potem zerwała ze mną Sandra, a teraz dziewczyna, która mi się podoba oznajmia mi, że ma raka. Muszę od tego wszystkiego odpocząć- zamyka walizkę i wychodzi. Idę za nim i chcę go zatrzymać. Ale bezskutecznie. Wracam do pokoju i siadam na ziemi. Zaczynam płakać. Nagle do pokoju ktoś wchodzi. Myślałam, że to Piotrek, ale okazało się, że to Karolinka. Podchodzi do mnie i mnie przytula.
 - Cioci, co sie śtało?- pyta słodkim głosem czterolatka.
 - Nic kochanie, nic się nie stało- odpowiadam i głaszcze ją po głowie - a ty czemu nie śpisz? Co?
 - Bo chcie cieple mleczko. Źrobisz mi je?
 - Tak. Idź do kuchni, a ja szybko przebiorę się w piżamę- ona pokiwałam głową i poszła do kuchni. Szybko zmyłam  makijaż i ubrałam się w piżamę. Zeszłam do kuchni. Wyjęłam z szafki dwa kubki i zagrzałam mleko. Karolina szybko wypiła ciecz z kubka. Zaśmiałam się na widok jej "wąsów" po mleku. Powiedziałam małej, że przeczytam jej bajkę na dobranoc. Wybrała ,,Kopciuszka". Wyśmiewana dziewczyna o wielkim sercu. Hmm... skąd ja to znam? Przeszłość daje o sobie znać? A żebyś wiedziała.
 - Kopciuszek i Książę pobrali się i żyli długo i szczęśliwie. Koniec- skończyłam czytać i zobaczyłam, że dziewczynka śpi. Nie chciałam jej budzić więc postanowiłam, że będzie już spała u mnie. Odłożyłam książkę i przytuliłam się do mojej bratanicy. Była taka malutka. Coraz bardziej żałowałam mojego wyjazdu do Sapporo. Nie mogłam lpprzez to zobaczyć jak dorasta. Cała złość na Gregora przeszła, a ja szybko zasnęłam przytulając Karolinkę.

                                                                         *Piotrek* 

               Obudził mnie trzask drzwi i czyjś płacz. Wstałem z łóżka i spojrzałem przez okno. Gregor wyjeżdża. Musiał pokłócić się z moją siostrzyczką. No to grubo. Spojrzałem na zegarek. 01:45. Jak mi obudzili dzieci to obiecuję,  że jednego wykastruje, a drugą doprowadzę do szybszej śmierci. Nie. Nie wytrzymałbym bez Em. Jak już to marudziłbym jej nad uchem. W sumie to dobrze, że mnie obudzili. Czekaj... Ja nie jestem spakowany, a za parę godzin mamy samolot do Oslo. Szybko wyciągam walizkę i zaczynam się pakować,  budząc przy tym Justynę.
 - Ej- ledwo kontaktuje ze światem. Ale i tak mnie kocha i robi rzecz, za którą ja uwielbiam- daj ja cie spakuje, a ty idź obudź Emmę- kocham ją.
               Szybko wychodzę z mojego pokoju. Ubrany, zwarty i gotowy wchodzę na tzw. poligon śmierci. Czyli do pokoju mojej siostry. Coś czuję, że to j nie dożyję kolejnego konkursu. Super... Wchodzę i widzę słodki widok. Moja siostra przytula przez sen Karolinkę. Uśmiecham się. Dobra czas się zbierać. Budzę lekko Em i znowu obrywam w nos. Muszę sobie kupić jakiś ochraniacz na nos, bo czuję, że w Planicy go nie będę mieć! Biorę córkę na ręce i każe siostrze się pakować. Wchodzę do pokoju dziecka i kładę ja na łóżko i szczelnie okrywam kołdrom. Daje jej buziaka i wychodzę. W kuchni siedzą już dziewczyny i szykują nam prowiant na drogę. W plecaku Em widzę paczkę Mannerów. W takim razie muszę ją ostrzec przed Kubackim. Inaczej po pięciu minutach już ich nie będzie miała. 05:30, a pod naszym domem Van naszej kadry. Szybko żegnamy się z Justyną i idziemy do reszty. Młoda siada koło Stocha i Huli. Zaczyna z nimi żwawo rozmawiać. Ja siadam do Maćka. Nie zapominamy o naszym przywitaniu oczywiście. Drzemie się na cały pojazd i ściskamy się. Przy okazji obrywam od Kubackiego. Nie moja wina, że blondynka się nie wyspała. Teraz przypomina mi się sytuacja z Gregorem. Ciekawi mnie co się stało. Patrzę na nią i wolę nie pytać. Nie teraz kiedy ma dobry humor. Odwracam się do Kota i zaczynamy bawić się jego I'Phonem. Hehe fajna zabawa.
____________________________________________________________________________________

Hejka :)
Wreszcie napisałam rozdział. Opinie pozostawiam Wam :)
Nie wiem co napisać.
Za tydzień Wisła. Chłopcy postarajcie się dla Nas :) A Wy nie możecie się też doczekać?
INFORMACJA!!!
Na Spisie Blogów nie pokazują tego, że dodałam rozdział. Jest mi przykro z tego powodu :(
Będę Was musiała sama informować do czasu, aż to się naprawi :)
Buziaki :*
ŚCISKAM :*
PRINCESS
P.S. PRZEPRASZAM ZA BŁĘDY ORTOGRAFICZNE :)

wtorek, 2 lutego 2016

Rozdział 4

 ,, I thought that I've been hurt before
But no one's ever left me quite this sore
Your words cut deeper than a knife
Now I need someone to breathe me back to life
Got a feeling that I'm going under
But I know that I'll make it out alive
If I quit calling you my lover and
Move on

Myślałem, że byłem zraniony wcześniej
Ale nikt kiedykolwiek nie zostawił mi takiego bólu
Twoje słowa tną głębiej niż nóż
Teraz potrzebuję kogoś, kto przywróci mnie do życia
Mam wrażenie, że idę na dno
Ale wiem, że zostanę przy życiu
Jeśli porzucę nazywanie cię moją miłością
Ruszę dalej"            
                                              Shawn Mendes "Stitches"                                              
                                                               
                                                                   *Emma*

            Wyobraźcie sobie, że przeżyliśmy kiedyś piekło. W miejscu dobrze wam znanym i kochanym. Które w jeden dzień zostało znienawidzone. A teraz musicie tam wrócić. Ja tak mam. Sapporo, mój dom. Tutaj mieszkałam przez ostatnie lata i do pewnego momentu spokojnie sobie żyłam. A teraz muszę tam wrócić. Na samą myśl chce mi się płakać. Chciałam stąd uciec i zapomnieć o tym, ale chyba się nie da. Zawsze będę musiała tu wrócić i patrzeć na ludzi jak na kosmitów.
               Wreszcie wylądowaliśmy. Przez całą drogę rozmawiałam z Kamilem i Stefanem,  z którymi siedziałam. Bardzo ich polubiłam, fajni ludzie i w ogóle. Czekam teraz aż mój brat zapakuje moje walizki. Coś słabo to widzę wiec podchodzę do niego i sama chce to zrobić, ale on się upiera i mi nie pozwala. Wzdycham tylko i pakuje się do autokaru. Siadam na samym tyle, a zaraz obok mnie siada Piotrek i Dawid Kubacki. Uśmiecham się do nich, a oni to odwzajemniają. Zakładam słuchawki i zasypiam.
 - Śpiąca królewno- słyszę cichy szept tuż nad moim uchem i odruchowo macham ręką- aałł.
 - Trzeba było dać mi spać- mówię do mojego brata, który trzyma się za nos.
                  On tylko piorunuje mnie wzrokiem i bierze moja torebkę i mnie na ręce. Nie powiem, ale jest bardzo wygodny. Donosi mnie do recepcji i stawia mnie na ziemi. Macham mu ręką przed twarzą i pokazuje na autokar gdzie są moje i jego walizki. On jak poparzeń tam biegnie, a ja i Dejv głośno się śmiejemy. Śmiejemy się tak głośno i nie patrzymy czy ktoś zwraca nam uwagę.  Zawsze tak robiliśmy. Kiedy opanowaliśmy nasz śmiech spotkaliśmy się z wzrokiem trenera. Nawet nie zauważyłam kiedy do nas przyszedł. Rozdał nam  klucze i wszyscy udaliśmy się do windy. Tzn. nasz walizki się tam udały, bo my się  nie zmieściliśmy. Kiedy weszliśmy na samą górę zastaliśmy Auty, które dziwnie patrzyły się na nasze walizki. Ja pokiwałam tylko głową, wzięłam swoją walizkę i weszłam do mojego pokoju. Był piękny. Białe ściany, wielka komoda, nad którą wisiał telewizor, a na środku pokoju wielkie łóżko przykryte białą pościelą. Nie nacieszyłam się nim długo, bo do pokoju wbiegł Wiewiór i rzucił się na moje łóżko. Za nim wszedł Mustafa.
 - Ale masz wygodne łóżko- powiedział mój brat skacząc na MOIM łóżku- wprowadzam się do ciebie- oznajmił i wyszedł z pokoju. Pokiwałam tylko głową z politowaniem.
 - A tak na prawdę przyszliśmy ci oznajmić,  że za 15 min na dole jest zbiórka. Jedziemy zobaczyć dokładnie skocznię.  Wiesz takie tam- powiedział I również wyszedł z pokoju.  Ok. Czyli mam 15 min, aby sie przygotować. Super, nie zdążę. Szybko wzięłam ciuchy i pobiegłam do łazienki. Ubrałam się w to:

                                                 

Włosy zostawiłam rozpuszczone i lekko pomalowałam rzęsy. Szczerze, to nie obchodzi mnie jak już wyglądam. I tak za jakiś czas mnie tutaj już nie będzie... Przestaniesz już tak mówić? A co kłamię? ... No właśnie, też tak myślałam. Zeszłam po schodach i przywitałam się z polskimi skoczkami.
  - Wow, siostra zajeło ci to tylko 12 min i 52 sekundy- powiedział mój brat, a ja uniosłam brew.
  - Po pierwsze, mierzyłeś czas?- spytałam a on skinął głową- a po drugie, nie wierzyłeś we mnie? Lepiej nie odpowiadaj- powiedziałam widząc, że ma cos ciekawego do powiedzenia.
   - No to co ruszamy obejrzec skocznię, na której odniesiemy kolejną porażkę?- spytał Kamil i wszyscy skoczkowie skinęli głowami. Chwila, chwila co on powiedział?
   - Ej czekajcie, wy nie wierzycie, że wam sie uda?- spytałam, a oni tylko przytaknęli. No po prostu ręce opadają.- a ja w was wierze. Bo chociaż wam nie wychodzi to ja wierzę, że sie pozbieracie.
   - I mówi to dziewczyna, która sama na każdych ostatnich zawodach jeździła od niechcenia- powiedział Piotrek i poszedł razem z innymi do autokaru. Pokręciłam tylko głową i poszłam za nimi.
                Siedziałam pod ta skocznia i się nudziłam. No proszę was ile można testować taką skocznię? Nagle dostałam sms-a.
Gregor <3
Życz powodzenia chłopakom. Wierzę w nich. 
Dużo buziaków.

Dobra, dobra, wiem, że mam go śmiesznie zapisanego, ale co ja poradzę? Uśmiechnęłam sie i mu odpisałam:

Przekaże. Tylko szkoda, że oni w siebie nie wierzą :(
Dzięki, ale nie przekaże wszystkim tych buziaków xd

Zaśmiałam się pod nosem. Fajnie, że na tym świecie jest taki ktoś jak Gregor. Nagle ktoś zakrył mi oczy. Myślałam, że to mój brat.
 - Jeśli nie weźmiesz tych swoich wielkich łap Piotrek, to obiecuję, że odgryzę ci je- syknęłam i ta osoba zabrała ręce z mojej twarzy.
 - Czy wielkie... no nie wiem- teraz to mnie zatkało.
 - Kento? Co... co ty tutaj robisz- rzuciłam mu się na szyję. Kento Ito jest młodszym bratem Daiki'ego. Jest tzn. był moim partnerem w jeździe figurowej. Zawsze mogłam mu zaufać. Był dla mnie jak brat. Kochałam się w nim kiedyś,  ale nigdy mu nie powiedziałam. Ironią losu jest to, że nie raz pomagała mu znaleźć dziewczynę.
  - Wiesz, odpuściłem sobie... tak jak ty- spuściłam głowę. Ma rację. Przez ta chorobę nie wychodziło mi nic. Ale ja i on to dwie różne rzeczy. On nie ma pojęcia,  że jestem chora i mówi pewnie tak, żebym wróciła.
  - Dobrze wiesz, że i tak nie wrócę- cicho westchnął- ale ty nie powinieneś. I powiedz, znalazłeś już kogoś na moje miejsce.
  - Tak... o tam stoi!- pokazuje palcem na jakąś blondynkę, a ja omal nie spadam z ławki, na której siedzieliśmy.
  - Ona!- niemal krzyczę- powiedz mi tylko, że to nie Diana... nie Diana Kofler.
  - Tak się nazywa, a co ty ją znasz?
  - Niestety tak... to właśnie z nią zdradził mnie Jackob- powiedziałam i ruszyłam zostawiając go zdezorientowanego.
            Tak jak przypuszczali tak się stało. Konkursy nie zbyt poszły po ich myśli. No prawie wszystkim nie wyszło. Maciek i Stefan spisali się świetnie. No, ale Dawid i Kamil. Jak dobre miejsca w kwalifikacjach tak teraz do bani. Pakujemy się, aby wylecieć z Sapporo. Do mojego pokoju właśnie weszli Kamil i Stefan.
  - Pomóc ci może?- spytał Stoch.
  - Nie nie trzeba- odpowiedziałam mu i sięgnęłam po moje buty. Nagle Kamil chwycił moje nadgarstki i dokładnie się im przyglądał.
  - Czy... czy ty się po ciełaś?- spytał zszokowany Kamil. Szybko je wyrwałam i usiadłam na łóżku.
  - To jak?- tym razem spytał Stefan. Czyli muszę im powiedzieć.
  - To było... 4 lata temu... chodziłam z takim Jackob'em. Bardzo go kochałam. A tak mi się przynajmniej wydawało... był opiekuńczy, troskliwy. Po prostu ideał. Ale taki ideał za idealny. Zawsze dawał mi kwiaty, kupował pluszaki, rozpieszczał mnie. Aż do czasu. Tego dnia wracałam z treningu. Dostałam się na mistrzostwa świata. Od razu pobiegłam do domu. Mieszkałam razem z nim. Kiedy przekręciłam klucz w drzwiach i je otworzyłam doznała szoku. Na ziemi były po rozwala ciuchy. W łazience ktoś się kąpał. Ruszyłam do sypialni i...- zawiesiłam na chwilę głos- zobaczyłam ją,m niby moją najlepszą przyjaciółkę, siostrę Koflera. Łzy na pływała mi do oczu. Z łazienki wyszedł Jackob. Uderzyła go w twarz i wybiegłam z mieszkania. Błądziłam po Sapporo. A potem stało się... nie chce o tym mówić- poczułam łzy na moim policzku- potem pociełam sobie żyły i znalazłam się na OIOM'ie. Tam poznałam Oktawie. Parę miesięcy temu też chciałam to zrobić. Choroba. Do tego miałam zły stan psychiczny. Nie widziałam innego wyjścia jak.. śmierć- po tych słowach się rozryczałam. Usiedli koło mnie i mnie przytulili- OK, koniec, bo mnie udusicie. Tylko nie mówcie o tym Piotrkowi.
 - Już nie muszą... wszystko słyszałem- powiedział Piotrek i wyszedł z pokoju.
              Biegłam za nim, ale nic to nie dało. Zniknął mi z oczu. Teraz jest mi głupio. Nie powiedziałam mu. Ma prawo być zły.  Tracisz tych, których kochasz. Przez własną głupotę. 
Wiem, nie musisz mi nic mówić. Wróciłam do mojego pokoju i rzuciłam się na łóżko.

Parę dni później. 
   
                Piotrek nie odzywa się do mnie cały czas. Nie potrafi tego zrozumieć. Słyszałam wczoraj jego rozmowę z Justyną. Obwinia się.  Obwinia się o to, że chciałam się zabić. Nie rozumiem go. Ale nie to jest dla mnie teraz najważniejsze. Dzisiaj ma przyjechać do mnie Gregor. Pewnie większość z Was nie potrafi zrozumieć dlaczego? Tak wiem. Najpierw miałam ochotę go zabić. Czyli to prawda. Kobieta zmienną jest. Schodzę uśmiechnięta od ucha do ucha na śniadanie. Witam się ze wszystkimi. Za mną wchodzi Piotrek.
 - Po śniadaniu masz 15 min. Idziemy porozmawiać- oznajmia i bierze się za jedzenie. Zdziwił mnie tym.
                  Po zjedzeniu posiłku idę się ubrać. Po równych 15 minutach byłam już na dole i siedząc na schodach czekałam na Piotrka. Wreszcie raczył się pojawić wiec ruszamy. Dokładnie nie wiem gdzie idziemy, ale wolę się nie odzywać. Dochodzimy do cukierni "Oaza" i siadamy przy stoliku. Zamawiamy po kawie i serniku. Od dziecka uwielbiamy sernik. Pamiętam jak kiedyś Piotrek zjadł na święta cała blachę tego ciasta. Później bolał go brzuch i ledwo co się ruszał. Na samo wspomnienie się uśmiechnęłam. Siedzieliśmy w ciszy i zajadaliśmy się deserem. Nagle odezwał się Żyła.
 - Posłuchaj... dlaczego mi nic nie powiedziałaś?
 - Piotr- ciężko westchnęłam- ja... ja po prostu się bałam. Nie chciałam,  żeby ktoś z was pomyślał,  że jestem chora psychicznie czy coś? Tylko ja w tej sytuacji nie widziałam innego wyjścia. Jeszcze jedna sytuacja miała wpływ na to... ale nie chce o tym mówić. Kiedyś ci opowiem na pewno- chwyciłam jego dłoń i mocno uścisnęłam.
 - To moja wina... gdybyś tylko
 - Nie Piotruś- przerwałam mu wiedząc co chce powiedzieć- to nie twoja wina. To ni czyja wina. Tylko moja. Tylko i wyłącznie moja wina. Rozumiesz? A teraz chodź wracamy już.
                   Podczas powrotu cały czas przypominaliśmy sobie nasze dzieciństwo. Nie obyło się bez łez. Na szczęście tylko tych ze śmiechu. Kiedy weszliśmy do salonu usłyszeliśmy śmiechy. Zdziwiło to nas. Szybko zdjęliśmy kurtki i weszliśmy do salonu. Ale to co zobaczyłam odebrało mi mowę. Miał być później.
 - Cześć wiedźmo- powiedział Schlierenzauer. Zaśmiałam się.
 - Cześć dupku- odpowiedziałam mu i przytuliłam szatyna.
_____________________________________________________________________________________________

Hejka :)
Rozdział 4 mamy gotowy. Tak wiem miał być wcześniej,  ale nie było mnie w domu i nie miałam internetu przez ferie. Penis jesteście ciekawe czy Gregor i Emma już będą tak na serio. Oj nie niestety nie. Jeszcze czeka ich parę rozdziałów (chyba)
Czy tylko ja jestem załamana występami Polaków? Myślałam, że po Zakopanem wszystko wróci do normy. Niestety nikt z naszych zawodników nie ma pojęcia co robi źle. A teraz jeszcze mają zamiar zmienić trenera. Moim zdaniem i dobrze. Nie to, że nie lubię Kruczka, ale może to coś zmieni.
Kolejny rozdział normalnie za 2 tyg. I zapraszam na moje pozostałe blogi.
ŚCISKAM :*
PRINCESS



piątek, 15 stycznia 2016

Przepraszam :(

Post miał pojawić się w niedzielę, ale jak narazie sie nie pojawił. 
Nie mogłam go dodać w niedzielę, bo byłam na zbiórce dla WOŚP-a
A jak sie nie pojawił tak na razie sie nie pojawi.
W tym tygodniu nie mogłam go dodać, ponieważ od dzisiaj mam ferie i wiecie oceny itp.
Przez ferie też go nie dodam, bo wyjeżdżam :(
Więc zobaczymy sie dopiero po feriach :(
Przepraszam :(
ŚCISKAM :*
PRINCESS  


niedziela, 27 grudnia 2015

Rozdział 3

 ,,He said let's get out of this town
Drive out of the city
Away from the crowds
I thought heaven can't help me now
Nothing lasts forever
But this is gonna take me down
He's so tall, and handsome as hell
He's so bad but he does it so well
I can see the end as it begins my one condition is
Say you'll remember me
Standing in a nice dress, staring at the sun set babe
Red lips and rosy cheeks
Say you'll see me again even if it's just in your wildest dreams
Wildest dreams                                                                    

Powiedział, choć opuścimy to miasto 
Wyjedźmy z miasta
Z dala od tłumów
Pomyślałam, że nawet niebiosa mi w teraz nie pomogą
Nic nie trwa wiecznie
Ale mnie to upokorzy 
On jest taki wysoki i jak diabli
On jest taki zły, ale robi to tak dobrze
Widzę jak się to kończy, gdy się dopiero zaczyna 
Moim jedynym warunkiem jest
Powiedz, że mnie zapamiętasz 
Stojącą w ładnej sukience, patrząc na zachód słońca
Kochanie
Czerwone usta i zarumienione policzki 
Powiedz, że jeszcze mnie zobaczysz nawet jeśli nastąpi to 
Tylko w twoich najdzikszych marzeniach
Najdzikszych marzeniach" 
                                                                      Taylor Swift "Wildest Dream" 

                                                                    *Emma*

                    To co otacza mnie dookoła to ciemność. A kiedy otwieram oczy widzę jasność. I w tej chwili uświadamiam sobie, że jestem w szpitalu. Tak leżę tu od trzech dni i na razie lekarze nie mają zamiaru mnie wypuścić do domu. Twierdzą, że mój stan się pogorszył. Choroba zamiast ustępować po lekach, bardziej atakuje. Nie mam już siły. Mam ochotę podciąć sobie żyły i odejść z tego świata. Ta Żyła podetnie sobie żyły? Haha bardzo śmieszne. Nie, śmieszna jest twoja głupota i to, że gadasz sama do siebie w myślach. Możesz przestać, dziękuję. Patrzę na zegarek. 13:25... ja chcę do domu! Nagle słyszę otwierane drzwi.
  - Pani Żyło, ktoś do pani- powiedziała pielęgniarka. Za jej pleców wyłoniła się postać z wielkim misiem. Zaśmiałam się cicho. To był nie kto inny jak mój brat. Podszedł do mnie i mnie przytulił. Byliśmy sami. I tak było dobrze.
  - Hej, jak się czujesz?- spytał z troską. I teraz poczułam ukłucie w brzuchu. Muszę mu powiedzieć, ale nie dam rady. Zbyt się boisz? Tak boje się, że się załamie.
  - Bywało lepiej- oboje się zaśmialiśmy- słuchaj Piotrek ja... ja... muszę ci coś powiedzieć.
  - Słucham- zapytał z lekkim przerażeniem. Złapałam go za rękę, a on spojrzał na mnie całkiem zdziwiony.
  - Piotrek ja- poczuła jak w oczach zbierają mi się łzy- ja mam raka. Raka szpiku kostnego.
                      Patrzył na mnie z niedowierzaniem. W drzwiach zobaczyłam Justynę. Opierała się o drzwi. Jej twarz i oczy świeciły się. Chyba słyszała naszą rozmowę. Podeszła do nas i pogładziła Piotrka po ramieniu, a do mnie się uśmiechnęła. Piotr spojrzał raz na mnie, raz na swoją żonę i wyszedł szybkim krokiem z sali. Tak bez słowa. Zabolało. Bardzo zabolało.
 - Spokojnie, on musi sobie wszystko przemyśleć- powiedziała Justynka i mnie przytuliła. Rozryczałam się jak małe dziecko. W tej chwili weszli do sali inni skoczkowie i żona Stocha, Ewa. Spojrzałam na nich zapłakana i wysiliłam się na uśmiech. Oni zrozumieli, że chyba nie warto pytać. Siedzieliśmy w ciszy. Nikt nie chciał się odzywać. A ja się zastanawiałam. Piotrek. Mój brat. A zachował się tak potwornie. Zamiast mnie wspierać, to on jeszcze bardziej mnie dołuje. Nagle do naszej sali wchodzi Ziobro.
 - Sorki, że tak późno, ale próbowaliśmy dogonić Piotrka, ale po pewnym czasie go zgubiliśmy- powiedział Janek, a ja teraz zauważyłam, że nie przyszedł sam. Zrobiłam wielkie oczy. Czy to możliwe?
 - Dawid, Dawid Kubacki?- spytałam, a on spojrzał na mnie z lekkim nie do wierzeniem i się uśmiechnął do mnie.
 - Emma?- i już po chwili mnie obejmował. Jak ja za nim tęskniłam.

   18.07.2006r             
           
                   Jestem w Nowym Targu. Mam tu uczęszczać do szkółki sportowej. W szatni wszystkie dziewczyny dziwnie się na mnie patrzyły. Jestem gdzieś brudna czy coś? Robię krótką rozgrzewkę i podchodzę do trenera. Rozmawia z jakimś blondynem. Podchodzę bliżej i widzę na twarzy mężczyzny uśmiech.
 - O, Emma, poznaj Dawida, Dawid czy mógłbyś zająć się dzisiaj Emmą jest tu nowa i wiesz...- nie zdążył dokończyć bo mały blondyn mu przerwał.
 - Nie ma sprawy, chodź Emma pobiegamy trochę.
                   I tak jak powiedział, tak zrobiliśmy. Biegaliśmy i rozmawialiśmy. Okazało się, że mamy wiele wspólnych tematów. Oboje lubimy sport, a przede wszystkim skoki. Ja oczywiscie je lubię ze względu na mojego brata. Po treningu poszliśmy na spacer do parku. Nie obyło się bez wygłupów. Dawid uparł się, że wejdzie na drzewo. Ja mu to odradzałam, ale on i tak mnie nie słuchał. Nagle patrze, a Kubacki spada. Serce mi staje na widok zwijającego się z bólu chłopaka. Szybko do niego podbiegam.
 - Dawid, nic ci nie jest?- spytałam przerażona, ręce mi drgały.  Dawid na mnie patrzy i zaczyna się śmiać- Ty żartowałeś? Jesteś idiotą.
 - Oj nie obrażaj się Em- i zaczął mnie łaskotać
                Wracaliśmy przez główny rynek cali ubrudzeni trawą. Świetnie się z nim bawiłam. Szkoda tylko, że ja pod koniec wakacji wracam do Cieszyna. Zrobiło mi się smutno. Kiedy przechodziliśmy koło sklepu z pamiątkami, blondyn złapał mnie za rękę i zaciągnął do środka. Podszedł do stoiska z biżuterią i wziął jeden naszyjnik i breloczek do kluczy. Były w kształcie połówek serca. Pasowały do siebie. Było na nich napisane BFF. Uśmiechnęłam się. Zapłaciliśmy i wyszliśmy ze sklepu. Dawid założył mi naszyjnik na szyję i wyciągnął druga połówkę serca. Złączyliśmy je ze sobą. 
 - Obiecaj mi, że jak wrócisz do Cieszyna to nie zapomnisz o mnie- uśmiechnął się- Przyjaciele na zawsze?
 - Nie zapomną. Przyjaciele na zawsze- przytuliłam blondyna i ruszyliśmy w stronę mojego noclegu.

Teraźniejszość. 
                    
                  Od razu jak go zobaczyłam przypomniał mi się mój naszyjnik. Kiedy Kubacki się ode mnie odkleił wyciągnęłam spod piżamy naszyjnik i pokazałam go Dejvovi. On się uśmiechnął i wyciągnął klucze. Na początku się zdziwiłam, ale potem sobie przypomniałam, że on kupił sobie wtedy breloczek. Złączyliśmy nasze serca jak za dawnych lat.

                                                           *Oktawia*

                  Idę z kawą do sali Emmy. Martwię się o nią. Jest w takim stanie, a jeszcze chce pić kawę? Ona jest tak nienormalna jak ty. Przymkniesz się w końcu. Nagle ktoś na mnie wpada. Poznaje tą osobę od razu. To Piotrek. Ale dlaczego jest taki... inny?
 - Przepraszam- rzuca szybko i chce mnie wyminąć, ale ja mu nie pozwalam- dasz mi przejść?
 - Nie Piotrek- mówię i patrzę mu prosto w oczy. Jest wystraszony. Ale chyba nie chodzi o Em?
 - Skąd znasz moje imię? A w ogóle daj mi spokój.
 - Chodzi o Em? Ona powiedziała ci prawdę?
 - Skąd ty... a czyli ty jesteś Oktawia?- pokiwałam głową- nie chce o tym rozmawiać. Nie chcę cierpieć znowu przez nią.
 - O czym ty mówisz? Że niby ty cierpisz? Weź się zastanów chłopie- podniosłam głos- To ona cierpi. Ma raka i nie ma wsparcia od najbliższej rodziny, bo jej brat daje dyla. Piotrek ona potrzebuje cię. Rozumiesz CIEBIE.- pokiwał głową- więc spoko, on z tego wyjdzie- Nie wiesz co mówisz. Właśnie wiem co mówię- w Japonii sa takie technologie, o jakich nikt nie śnił. A teraz idź sie przewietrz i przyjdź tu jutro. Narazie- wyminęłam go i poszłam w stronę sali Emmy.
                 Kiedy już musieliśmy wychodzić chłopaki, Ewa i Justyna zgarnęli mnie na małą obiado-kolację. Szczerze dawno sie tak nie bawiłam. No może oprócz tych wyjść na miasto z Em. Jak ja chcę, żeby ona wyzdrowiała...
             
                                                              *Gregor*
       
                   Chłopaki przekonali mnie, abym poszedł do Emmy. Strasznie się o nią boję, chociaż praktycznie jej nie znam. Wiem tylko, że nazywa sie Emma i jeździ na łyżwach. Po drodze kupuję kwiaty. Herbaciane róże. Coś mi mówi, że jej się spodobają. Wchodzę do szpitala i mimo tego, że jest już 21, miła pielęgniarka wpuszcza mnie do jej sali. Idąc korytarzem myślę o niej. Kogo ty oszukujesz stary? Właśnie. Cały czas o niej myślę. To się źle skończy. Wchodzę do sali. Leży do mnie tyłem. Kładę kwiaty na szafce nocnej. Chciałem wyjść, ale coś mnie zatrzymało. Wziąłem krzesło i usiadłem koło jej łóżka.
 - Cześć- powiedziałem, a ona aż podskoczyła- obudziłem cię?
 - Nie, ale mam jedno pytanie: co ty tu robisz?- spytała trochę speszona moją wizytą.
 - Przyniosłem ci kwiaty, bo chciałem cię przeprosić, ale jak chcesz to mogę wyjść- i już miałem to zrobić kiedy ona złapała mnie za rękę. Przeszedł mnie dziwny dreszcz.
  - Nie zostań. Fajnie będzie pogadać z kimś "normalnym"- zrobiła tak zwane króliczki- a kwiaty są piękne. Moje ulubione.
  - Wiesz.... przepraszam. To moja wina, że oparzyłaś się tą herbatą i...
  - Nie to ja przepraszam- zdziwiłem się. Najpierw mówi, że to moja wina, a teraz mnie przeprasza? Kobiety są dziwne. Bardzo dziwne. - Nie potrzebnie sie wtedy uniosłam. Ale wiesz w Japonii, moi koledzy, którzy są skoczkami nie mają o tobie dobrego zdania. No może oprócz Kasaiego. I dlatego tak zareagowałam jak cię spotkałam.
                                           
                                                               *Emma*

                    Obudziły mnie promienie słoneczne. Spojrzałam na telefon. 07:00. Przekręciłam się na drga stronę i zobaczyłam Gregora śpiącego na krześle. Zachichotałam cicho. Szatyn nagle otworzył oczy a ja się przestraszyłam. Zaczął się śmiać i oberwał poduszką. Poszłam do łazienki się ubrać. Lekarze powiedzieli, że mnie wypuszczą, ale muszę być pod opieką jakiegoś lekarza. Załatwił to mój brat. Jednak mnie z tym samą nie zostawi. Wczoraj napisął mi SMS-a, że będę musiała z nim przeżyć do końca marca, bo zabiera mnie ze sobą na kolejne konkursy Pucharu Świata. Nawet Gregor się ucieszył na tę wiadomość. Kiedy wróciłam z łazienki moja torba leżała już spakowana na łóżku. Do sali wszedł za mną Gregor z drożdżówkami i kawami. Uśmiechnęłam się co on odwzajemnił. Jaki gentelmen z niego. Odpuść już. Podczas jedzenia cały czas się śmialiśmy. Przyszedł czas się zbierać do domu. Wzięłam torbę na ramię, ale Schlirie mi ją zabrał. Więc nie zostało mi nic innego jak wziąć kwiaty. Nagle wylądowały one na podłodze. Schyliłam się po nie, to samo uczynił szatyn. Nasze ręcę się delikatnie musnęły. Spojrzałam na niego, a on na mnie. Nasze spojrzenia się napotkały, a ja zakochałam się w tych czekoladowych tęczówkach...
______________________________________________________________________________
                 
Hejka :)
Rozdział 3- gotowy. To cos przekazuję w Wasze ręce. Emma zakochuje się w Schliriem a on w niej. Ale i tak za niedługo to popsuję, żeby znowu tu poukładać xd I patrzcie spiełam cztery litery i napisała dłuższy rozdział XD a co najważniejsze wreszcie jest na czas hahahah :)
Już jutro kwalifikacje do TCS. Nie mogę się doczekać :) A Wy?
Zapraszam Was jeszcze na mojego nowego bloga pt. Szczęście moje.. twoje imię nosi... tu macie link
http://imie-szczescia.blogspot.com/    Jest to blog o oczywiście skokach i siatkówce. Główni bohaterowie to Hayboeck i Wianiarska. A kim ona jest przekonacie się jak przeczytać :)
Czyli widzimy się za 2 tyg.
P.S. Przepraszam za błędy ortograficzne :)
P.S.2 Spóźnione ale wesołych świąt i szczęśliwego nowego roku.
                                              Znalezione obrazy dla zapytania wesołych świąt
ŚCISKAM :*
PRINCESS

wtorek, 15 grudnia 2015

Rozdział 2

,,Like a small boat
On the ocean
Sending big waves
Into motion
Like how a single word
Can make a heart open
I might only have one match
but I can make an explosion
And all those things I didn't say
Wrecking balls inside my brain
I will scream them loud tonight
Can you hear my voice this time 


Jak mała łódka
Na oceanie
Wprawiająca wielkie fale
W ruch
Tak jak pojedyncze słowo
Może otworzyć serce
Mogę mieć tylko jedną zapałkę
Ale umiem za jej pomocą wywołać wybuch
I te wszystkie rzeczy, których nie wypowiedziałam
Niszczące kule w mojej głowie
Wykrzyczę je głośno dzisiejszej nocy
Czy tym razem słyszysz mój głos?" 
                                                                           Rachel Platten "Fight song"                                                                  

                                                                    *Emma*
         
              Samotność. To słowo opisuje moją sytuację. Mimo tego, że mam rodzinę, przyjaciół, to i tak jestem sama. Siedzę teraz na trybunach lodowiska. Sama. Za niedługo to będzie już moja codzienność.Patrzę jak skoczkowie i ich partnerki świetnie się bawią. Czuję jak po policzku spływa mi kolejna łza. Znowu. Wszyscy myślą, że jestem silna, ale nikt nie zna prawdy. Nikt oprócz Oktawii. Ona zna moja przeszłość i jako jedyna wie o mojej chorobie. Szczerze, to jestem beznadziejna, bo nie umiem powiedzieć prawdy. Nikomu. Chcę im powiedzieć, ale to tak cholernie boli. Boli, że oni będą cierpieć przeze mnie. Przez moją chorobę, która prędzej czy później mnie zabije. Użalasz się nad sobą. Ale obie dobrze wiemy, że to się tak skończy.
              Chce mi się spać więc idę po kawę. Jestem od niej strasznie uzależniona. Podchodzę do automatu z gorącymi napojami i wrzucam pieniądze. Wybieram napój i czekam. Czekam... czekam. Kurde zaciął się. Uderzam w niego z całej siły i nic. Odwracam się na pięcie i widzę małą dziewczynkę. Ma śliczne kręcone blond włosy i szeroko się uśmiecha.
  - Ty... ty jesteś... Emma Żyła!?- nie do końca wiem czy to było pytanie czy stwierdzenie- mogę prosić o autograf?
  - Tak, oczywiście- ukucnęłam przy niej i wzięłam kartkę i długopis- a jak masz na imię.
  - Kornelia- i tak napisałam na kartce- a mogę o coś zapytać?
  - Jasne pytaj śmiało- wysilam się na uśmiech.
  - Czy jak pani wygra kolejny konkurs zadedykuje mi to zwycięstwo? Bo wie pani ja też jeździłam na łyżwach, ale musiałam przestać, bo lekarze mi powiedzieli, że mam raka- i po tych słowach myślałam, że się rozpłaczę. Nie wygląda nawet na 10 lat, a już jej życie legło w gruzach. Ale co ja mam jej teraz powiedzieć. Że też mam raka i nawet nie wiem czy dożyję kolejnego konkursu? To by ją jeszcze bardziej podłamało. Po prostu ją przytuliłam.
  - Obiecuję- Znowu kłamiesz. A mam inne wyjście? Dla niej mogę wystartować w kolejnym konkursie. Jesteś nie normalna. Wiem.
  - Dziękuję pani bardzo. A i jeśli pani chce tej kawy to wystarczy wcisnąć "Gotowe"- powiedziała i odeszła w strone wyjścia.
               A ja się tak męczyłam. Robię to co poradziła mi ta dziewczynka i po chwili mam już upragnioną kawę. Kieruję się w stronę trybun. Siadam na ławce koło mojej BFF. Ona podnosi tylko jedną brew i wraca do słuchania muzyki. Kręcę tylko głową. Czuję jak telefon wibruje mi w kieszeni więc wstaję i chcę spokojnie wyjść, żeby odebrać, ale nie jest mi to dane. Wpadam na coś lub kogoś, wylewając przy tym gorącą ciecz na swoją bluzę.
 - Palancie- zaczęłam krzyczeć- zobacz co zrobiłeś ty dupku- na moje nieszczęście krzyczałam po angielsku.
 - Przepraszam, daj pomogę- powiedział wystraszony szatyn.
 - Nie trzeba sama sobie poradzę- powiedziałam i udałam się w stronę łazienki.
                       
                                                              *Gregor*

                Całe lodowisko patrzyło się na mnie. Ale wstyd. Chociaż... to nie moja wina,  że ta dziewczyna we mnie wlazła! Udałem się w stronę szatni, gdzie przebywali moi koledzy z drużyny i trener.
  - A ty co taki mokry- zaczął nabijać się Fettner.
  - Pewnie zmoczył  się na widok jakieś dziewczyny- powiedział Diethart. Po prostu szkoda słów na nich.
  - Dobra panowie, koniec żartów, chociaż są one bardzo trafione- powiedział trener i zaczął się śmiać,  a wraz z nim reszta kadry, a także kadra niemiecka. Ja tylko wywróciłem oczami- teraz najgorsze zadanie w waszym życiu... musicie wyjść na lód i nie upaść.
                 Wszyscy tylko ciężko westchneli i ruszyli w stronę lodowiska. Nasza droga wyglądała dość komicznie. Kraft i Hayboeck szli przytulnie, a za nim Wellinger i Kraus trzymający się ich placów. Aż musiałem zrobić zdjęcie. Kiedy weszliśmy na lód pierwsza osoba już leżała. Był to Fettner. Czyli jednak karma wraca. Teraz czekamy na naszą instruktorkę. Dołączyła się do nas również drużyna polska ze swoimi partnerkami. Przywitaliśmy się z nimi. Jak zwykle przybiłam żółwika z małym Żyłą. Nagle na lód weszła jakaś pani i ... ta dziewczyna! O kurde. Szybko chowam się za Hayboeck'iem. Ona tylko na mnie popatrzyła prchnęła coś pod nosem.
 - Witam wszystkich. Nazywam się Emilie i wraz z moją podopieczną Emmą ,  będę uczyć was jeździć na łyżwach. To co wszyscy gotowi?- pokiwaliśmy tyko głowami.
                  Pierwsze minuty na lodzie nie wyglądały najlepiej. Nie obyło się bez upadków i podśmiewania ze strony polskich skoczków. To nie moja wina, że nikt z nas nie umie jeździć! Ta... jak ona ma... o Emma, wcale się do mnie nie odezwała. No co się dziwię,  przecież to przeze mnie jest wkurzona. Nic nie mówiła... ale wzrokiem mnie zabijała. Chciałem ją przeprosić, ale nigdzie nie mogłem jej znaleźć. Nagle zobaczyłem ją przy barierkach. Wyglądała strasznie. Była cała blada i trzymała się cały czas za głowę. Podjechałem do niej.
  - Hej, wszystko w porządku?- złapałem ją za ramię, bo wyglądała, jakby miała zaraz zemdleć.
  - Tak- odjechała kawałek, ale się zachwiała, a ja ją złapałem. Nagle poczułem dziwne ukłucie. Ona jest taka śliczna.
  - Na pewno. Nie wyglądasz dobrze.
  - Jak już się tak palancie martwisz to przynieś mi wodę. Jest w mojej torbie, leży tam na...- nie zdążyła dokończyć, bo upadła z impetem na lód. Podjechałem do niej i zacząłem klepać ją po twarzy.
  - Hej, Emma... Emma- ale nic- Pomocy! Ona straciła przytomność!- więc zacząłem wdziera się na całe lodowisko. Zaraz pojawili się koło mnie skoczkowie, trenerzy i jej trenerka. Spojrzałem po skoczkach. Żyła z całej siły ściskał rękę swojej żony. Stoch i Kubacki trzymali go za ramiona. Chyba musi strasznie mu zależeć na tej dziewczynie. Ale tak na prawdę... mi też zaczęło na niej zależeć. Tylko żeby nie się jej nie stało...

                                                                          *Emma* 

                W jednej chwili wylądowałam w jego ramionach. Czuję się kiepsko, ale kiedy on mnie trzyma. Łołoło... STOP!  Dobra, przecież to niemożliwe. On jest zwykłym dupkiem i tyle.
Powoli się podniosłam i skrzyżowałam ręce na piersiach.
   - Na pewno. Nie wyglądasz dobrze- brawo geniuszu i lepiej się nie czuje.
   - Jak już się tak palancie martwisz to przynieś mi wodę. Jest w mojej torbie leży tam na...- nagle zaczęło mi się robić czarno przed oczami. Dostałam całkowitego paraliżu. I upadłam.  Słyszałam tylko krzyki szatyna, wyrywającego się Piotrka, a potem nic. Słyszałam tylko głuchą ciszę....
_________________________________________________________________________________

Hejka :)
Znów zawaliłam. Nie wiem co się ze mną dzieje. Kiedyś rozdziały były na czas, a teraz szkoda słów. Przepraszam, że dopiero teraz go dodaje, ale ... nie mam żadnego wyjaśnienia xd. Obiecuję, że kolejny rozdział, już będzie na czas.
Rozdział... brak słów. Chciałam się wyrobić, dlatego taki krótki. Jak myślicie, czy Emmie nic się nie stanie? Czy wyjdzie z tego? Z tymi pytaniami Was zostawiam :)
Jak tam wrażenia po Niżnym Tagile? Kamil 6 !!!!!! 😁😁😁 Polacy spisali się bardzo dobrze według mnie, Niemcy trochę zawalili, Norwegia świetnie, a Austria- szkoda słów. A jak według Was wypadli wasi faworyci? To co gotowe na Engelberg? Bo ja zdecydowanie tak!
Kolejny rozdział normalnie za 2 tyg.
P.S. Przepraszam za błędy ortograficzne )
Ściskam :*
PRINCESS

                                             




              

niedziela, 29 listopada 2015

Rozdział 1

,, Feeling my way through the darkness 
Guided by a beating heart 
I can't tell where the journey will end 
But I know where to start 
They tell me I'm too young to understand 
They say I'm caught up in a dream 
Well life will pass me by if I don't open up my eyes 
Well that's fine by me 


Wyczuwam moją drogę poprzez ciemność
Prowadzi mnie bijące serce
Nie wiem, gdzie ta podróż się skończy
Ale wiem, gdzie się zaczyna
Mówią mi, że jestem za młody by zrozumieć
Mówią, że utknąłem we własnym śnie,
Że życie mnie ominie, jeśli nie otworzę oczu
Cóż, mi to pasuje"
                              Avicii- Wake me up ft. Aloe Blacc

                                                                          Emma 
                     
                   Zakopane. Polska. Znowu jestem w tym pięknym kraju. Minęło już 9 lat od kiedy wyjechałam do Sapporo. Właśnie Sapporo. Miasto wielkiego szczęścia i... wielkiego piekła. Tyle rzeczy się tam zdarzyło. I tych pięknych, ale w szczególności tych okropnych. Tam poznałam moją "best sister ever". Tam spotkałam mojego chłopaka, który zdradził mnie potem z moją drugą najlepszą przyjaciółką. Na szczęście urwałam z nimi kontakt. Staram się o tym zapomnieć, ale nie mogę. Ale jednego jestem pewna. Powiedzenie "prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie", pasuje do mnie. Oktawia. Moja siostra od innych rodziców. Kocham ją, po prostu ją kocham. Zawsze była przy mnie i tak jest tym razem.
                   Teraz jesteśmy na lodowisku. Mój ostatni dzień na nim. Ta choroba zabiera mi wszystko to co tak  kocham. Wjeżdżam na lód i omal nie obrywam wodą od Oktawii. Podjeżdżam spanikowana do niej, a ona tylko się śmieje.
  - Czy ty już do reszty oszalałaś!- krzyczę, a wszyscy ludzie, którzy przyszli pooglądać trening, patrzą na mnie z przerażeniem.
  - Nie nie oszalałam- mówi stanowczo- chciałam ci tylko powiedzieć, że jesteś tak zamyślona, żę nie zauważyłaś, że masz rozwiązaną jedną łyżwę- wskazuje na moje obuwie. Ma rację są rozwiązane. Wzdycham ciężko i zawiązuję łyżwy, na co ona się tylko śmieję.
  - Żyła, moja mała księżniczka- słyszę za sobą męski głos. Odwracam sie i momentalnie zastygam. Podchodzi do mnie Piotr Żyła, mój Piotr Żyła. Od razu schodzę z lodu i jak ciamajda biegnę w jego stronę. Rzucam sie mu na szyję, a on kręci mną wkoło. Tak za nim tęskniłam.

 15.05.2007r.

 - Musisz wyjeżdżać?- spytał zawiedziony 20-latek. No, a kto na jego miejscu by nie był, jak  jego jedyna siostra wyjeżdżą na drugi koniec świata.
 - Piotrek- odwróciłam się w jego stronę- ja już podjęłam decyzję. Tak pewnie zaraz powiesz, że to zły pomysł, ty masz dopiero  13 lat. Piotrek, to jest dla mnie wielka szansa, ja muszę jechać- powiedziałam, chowając ostatnie rzeczy do pudeł i walizek.
 - Skarbie ona ma rację- powiedziała Justyna, żona mojego brata- to dla niej wielka szansa, żeby robic to co kocha, a po za tym to jej zycie. Ty też masz swoje. Konkursu, trenngi i pamiętaj, że zaraz na świat przyjdzie twój potomek- pogładziła swój już bardzo zaokraglony brzuszek.
 - A teraz bądź tak kochanym bratem i pomóż znieść tacie moje rzeczy- rzekłam i wyszłam z pokoju zostawiająć go samego z pudłami.
            Dojechliśmy na lotnisko. Za 20 min mam samolot. Żegnam się z rodzicami i czuję łzy w oczach. Ale staram się nie płakać. Całuję w polik i przutulam na pożegnanie  Justynę. Będę za nią strasznie tęsknić. Czas na Piotrka. Przytula mnie i szepcze mi na uch, żebym była silna. Teraz to się już rozklejam. Macham im na pożegnanie i idę w stronę wejści do samolotu. W samolocie jeszcze chwilę płaczę, ale na szczęście szybko odpływam do krainy Morfeusza.

Teraźniejszość
              Czuję jak łzy spływają mi po policzkach. On prawie się nie zmienił. Ale Justyna się zmieniła strasznie, wyładniałą. Podeszła do mnie wraz z innymi skoczkami i ich partnerkami. Nagle podbiegły do nas jakieś dzieci: chłopczyk i dziewczynka. Ten 9- latek to musi byc Kuba (oni zawsze chcieli dac tak na imię synowi), a ta dziewczynka... nie wiem nie kojarzę jej. Teraz dowiedziałam się, że to Karolinka druga pociecha mojego brata. Znów poczułam jak łzy napływaja mi do oczu. Kolejny raz od dłuższego czasu. Tylko tym razem to są łzy szczęścia.
 - A co tam u was?- spytałam uśmiechnięta ocierając łzy z policzków. Oni tylko zaczęli się śmiać.

                                                                    Gregor

           Siedzimy teraz z chłopakami (czyt. Kradt, Kofler, Popinger i Fettner) w naszym domku. Patrząc na nasze zachowanie, to stwierdzam, że kiedys było tutaj ciekawiej. Wydurnialiśmy się, robilismy sobie na wzajem żarty. A teraz? Każdy jest zakochany. Uważam, że miłość jest głupia, a do tego zmieniła mi przyjaciół. Mówisz tak, bo też chciałbyś być zakochany. Wcale, że nie. Kogo ja oszukuję, tak chcę być. Po zerwaniu z Sandrą dopiero zrozumiałem, jak traktowałem inne dziewczyny. Chciałbym mieć teraz osobę, do której bym słodko pisał. Którą bym przytulal i łaskotał. Która by śmiała się z moich żartów. Cieszyła się niemiłosiernie z moich zwycięstw. Z którą stawiał bym czoła nowemu jutrze. Ale po tym co napisałay plotkarskie gazety, żadna się ze mna nie umówi. Moje przemyślenia przerwał mi Hyboeck, który wparował na do domku.
  - Ej chłopaki idziemy z Niemcami na lodowisko?- spytał zdyszany blondyn.
  - Ta, a w wróżki wierzysz?- rzucił ironicznie Fettner.
  - Dla twojej informacji, żaden z nas nie umie jeździc na łyżwach- powiedziałem, chociaż miałem wrażenie, że na lodowisku przytrafi mi się coś miłego.
  - Ale, że ma tam być jakaś śliczna mistrzyni olimpijaska w jeździe figurowej, która może nas nauczyć jeździć?- po tych słowach wszyscy się poderwali i ruszyli w stronę domku niemieckiej kadry. Ja i Michi pokręciliśmy tylko głowami i ruszyliśmy w ich stronę. Idąc nie miałem pojęcia co się później wydarzy...
_________________________________________________________________________________

No i mamy 1. Rozdział nie całkiem taki jaki chciałam, no ale nic. Konkursy w Kussamo odwołane, to może teraz czas na Lillehamer. Piszcie w komentarzach linki do waszych opowiadań. Kolejny rozdział za 2 tyg w niedzielę. Pamiętajcie CZYTACIE-KOMENTUJECIE-MOTYWUJECIE
Ściskam :*
PRINCESS
P.S. Zapraszam na mojego drugiego bloga, gdzie nowy rozdział juz jutro :)
P.S.2. Przepraszam za błędy ortograficzne :)